Najnowsze posty

Minimalizm rządzi, niestety nie w ilości zakupionych ostatnimi czasy rzeczy a w kolorze ubrań, które przygarnęłam. :) Moja garderoba to zestawienie czerni, szarości. Szczerze mówiąc nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo zawartość mojej szafy jest kolorystycznie monotematyczna. Jednak nic na to nie poradzę. Rewelacyjnie czuję się zarówno w czerni jak i w szarości. Te kolory kojarzą mi się z klasą i elegancją dodając odpowiednie akcenty, które nadadzą stylizacji niecodzienny wymiar, można stworzyć naprawdę ciekawe i oryginalne zestawy.
Przez ostatnie dwa miesiące udało mi się upolować kilka ciuszków i dodatków. Zauważyłam, że nawet na wyprzedażach nie sugerują się "niską" ceną a tym, czy rzeczywiście ten ciuch będzie przeze mnie użytkowany czy z metką wrzucony na dno szafy i zapomniany.  
 Dla mnie idealne zakupy trwają maksymalnie godzinę. Później zaczynają mnie męczyć, staję się  upierdliwa, wzmaga się we mnie  irytacja długością kolejek, harmiderem panującym w sklepie i totalnym rozgardiaszem. Dlatego też zakupy zazwyczaj robię sama, inaczej nie tylko sobie ale i towarzyszowi uprzykrzałabym ten czas. :) Większość rzeczy kupiłam w Millenium Hall, później przerzuciłam się na Galerie Rzeszów. Ale tam kompletnie nie mogłam się odnaleźć. Jednak Millenium Hall jest bliższe memu sercu i tam zawsze coś "upoluję" :D
A co konkretnie wpadło w moje sidła: 
Sukienka z dość głębokim dekoltem z tyłu i złotym suwakiem. Śliczna, klasyczna. Czuję się w niej pewnie i mega wygodnie. Idealna na imprezę rodzinną czy spotkanie z koleżankami w klubie, do pracy też się nadaje. Kwestia doboru dodatków i w zasadzie na każdą okazję będzie odpowiednia.

Sukienki dostępne były jeszcze w kolorze czerwonym, musztardowym i butelkowej zieleni.
Bershka/ cena 49,99
Tuniko/sukienka. Sinsay/cena 29,99 
Powiem szczerze, że jakość ciuchów z Sinsay nie zachwyca. Zależy jak się trafi. Trzeba mieć farta kupując tam i wybrać ten "mocniejszy" model, który przetrzyma przynajmniej pierwsze pranie. :)
Kolejna Tuniko/sukienka z Sinsay. Przeżyła dwa prania i ani się nie zmechaciła, ani nie rozciągnęła. Jest taka jak w dniu zakupu. Cena: 32,99
Żakiet, długo takiego szukałam. Poszukiwania się opłaciły i zakończyły sukcesem... 
Prawda, że piękny i oryginalny? :) Połączenie grubego materiału ze a'la skórą nadadzą całej stylizacji rockowego pazurka. A co najlepsze czekała na mnie. W sklepie uchowała się jedna sztuka i akurat w moim rozmiarze.
H&M - cena 60 zł
Gładka koszulka Basick z Pull&Bear. Dostępna tutaj. Cena:39,99 
Po raz kolejny Bershka i czarna bluzka. Dostępna tutaj
Uwaga: Tył całkowicie przeźroczysty tył :D I właśnie to mnie w niej zachwyciło. Jest inna od wszystkich które mam w swojej garderobie. Cena: 64,90 
A to już prezent od starszego synka. Podczas zakupów w Auchan kupił mamusi neonową chustkę a'la komin. Oczywiście najpiękniejsza jaką posiadam i będę nosiła ją z miłą chęcią. :) Cena: 10zł
Bershka (w tym sezonie często tam zaglądam i kupuje). Milutki sweterek, niby nic nadzwyczajnego, ale te a'la skórzane łaty dodają oryginalności. Model dostępny tutaj Cena: 59,90
Spodnie z dzianiny dokładniej możecie zobaczyć je tutaj, również pochodzą z Bershka. Jeszcze nie prane, a już zauważyłam zmechacenia. Jakość ogromny minus. Cieszę się, że skusiłam się tylko na jedną parę. :/ Cena nieadekwatna do jakości: 49,90
Tunika w czarno-białe paseczki z Sinsay XS/ 25zł, BASIC JEGGINGS z Pull&Bear/ 49,99. Idealne, najlepsze spodnie jakie miałam do tej pory.  Mega wygodne i trwałe i nie mam się do nich o co przyczepić. Dostępne tutaj.
Koszula z Bershka, cena 19,90. Świetnie wygląda w zestawieniu z czarnymi rurkami i szpileczkami. Lubię siebie w niej. Jedyny jej minus to to, że potwornienie się gniecie :/
Torebka typu koszyk Bershka z najnowszej kolekcji: tutaj Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i nie było opcji by wyjść ze sklepu bez niej. :) W ogóle nie jest funkcjonalna; jednokomorowa, bez zapięcia, zamka. Idealna dla złodzieja portfeli. :) Ja tam złodziei się nie boję, gaz łzawiący też mam przy sobie, także żaden "gagatek" mi nie podskoczy :D
Cena: 119 zł
Kurtka z H&M, milutka, leciutka i bardzo ciepła. Wygląda trochę jak worek na ziemniaki i po części tak się w niej właśnie czuję. Zniekształca figurę, ale na chłodniejsze dni, sprawdza się idealnie Cena: 70zł.
Moje dzieciaczki ZUZU od DeeZee. Niech mówi co kto chce, ale nigdy mnie nie zawiedli. Buty zawsze idealnie wyprofilowane, żadnych obtarć, bąbli. W szpilkach z DeeZee mogę bez problemu śmigać przez cały dzień. Cena: 64,50
Kolejna para mega wygodnych kozaczków. Kupiłam je w Centro za 99 zł. A miałam co do nich mieszane uczucia. Nigdy nie miałam kozaków na klocku. Zawsze śmigałam na wysokim i cienkim obcasie co wyglądało groteskowo... nogi nie chciały współpracować z resztą ciała i pozostawały w tyle. :D
A na zakończenie coś dla zmysłów i ciała. Ale to niech już pozostanie słodką tajemnicą. :) To coś wyjątkowego przeznaczonego tylko dla dorosłych :D :P 
A tak poważnie, korzystałyście kiedyś z porad braffiterki?  
Jeśli nie to zachęcam Was do tego byście to zrobiły. 
Powiem Wam, że odpowiednio dobrany biustonosz to 90% pewności swojej kobiecości.
Jakiś czas temu byłam przekonana, że moim idealny rozmiar to75 c :D Jakie było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że idealny biustonosz to 60f lub 65 e. 
Moją ulubioną marką jest Panache. Ich bielizna daje komfort, idealne podtrzymanie. Z każdym sezonem zachwyca wzorami, kolorami, kierując się najnowszymi trendami. Każdy biust bez względu na wielkość znajdzie coś dla siebie. Moim ukochanym modelem jest Jasmine. Nie mogę się doczekać sezonowych modeli, jakie pojawią się w Perfect Bra
Dziewczyny z Rzeszowa i okolic zachęcam do bezpłatnych pomiarów i możliwości dobrania odpowiedniego modelu. :) Możecie liczyć na fachową pomoc w doborze i miłą atmosferę. :)

No i to by było na tyle... a Wy co ciekawego ostatnimi czasy upolowałyście? 


   Wielkimi krokami zbliża się Dzień Zakochanych. 14 luty - wcale nie tak trudno zapomnieć o tym "święcie". Już od jakiegoś czasu na szklanym ekranie, półkach i witrynach sklepowych nie da się nie zauważyć komercyjnych przedmiotów kojarzących się z symbolem miłości, zakochania, fascynacji.
 To idealna okazja dla handlowców, którzy nie narzekają na brak klientów a przedmioty z czerwonym serduszkiem w tym czasie, sprzedają się w ekspresowym tempie, jak świeże bułeczki.

   Mi osobiści Walentynki kojarzą się z czystą komercją. Dla innych to dzień w którym mogą jeszcze bardziej celebrować miłość względem drugiej osoby.
Według mnie każdego dnia powinnyśmy okazywać swojej połówce uczucia, które podtrzymują wiarę, że miłość to nie jest jednorazowa reklamówka, która gdy jest niepotrzebna z łatwością ląduje w koszu na śmieci. Zaniedbanie, brak zaufania, brak czułości, bezpieczeństwa w bardzo łatwy sposób mogą zachwiać fundamenty miłości.

Pytanie: Czy Walentynki zawsze miały taki komercyjny charakter?  Czy jego jedyną ideą było obdarować ukochane osoby symbolicznym upominkiem? (róża, czekoladki, kubki w "słitaśne" serduszka?)
   Otóż nie, początki sięgają starożytnego Rzymu. Wtedy to, dzień 14 lutego, był Dniem Płodności i Macierzyństwa.
Każda niezamężna panna, karteczkę z własnym imieniem wrzucała do dzbana, z którego młodzi mężczyźni losowali wybrankę. Z tą kobietą przetańczyli całą noc a i zdarzało się, że odnajdywały partnerów na całe życie.

   Skąd w ogóle wziął się święty Walenty?
  Każdy wie, że to patron zakochanych ale kim był i jakie ma zasługi, mało kto zdaje sobie sprawę.
W czasach panowania Klaudiusza II Gockiego, który wniósł zakaz zawierania małżeństw młodym mężczyznom. Walenty złamał ten zakaz udzielając potajemnie ślubów zakochanym.
Gdy prawda wyszła na jaw, został wtrącony do więzienia. Tam uzdrowił ze ślepoty córkę więziennego strażnika i udzielił jej sakramentu ślubu. Za ten czyn został skazany na śmierć.
Tuż przed śmiercią napisał list do córki strażnika, który podpisał: "Od Twojego Walentego".

   Obecnie, Walentynki obchodzone są praktycznie w każdym miejscu na świecie. Jednak drobne różnice sprawiają, że dla każdego kraju to święto obchodzone jest w oryginalny i wyjątkowy sposób.
Zamiast kartek we Francji, zakochani obdarowują się biletami na koncert czy do teatru.
Włosi natomiast stawiają na modę i zamiast czerwonej róży, kupują odzież w kolorze czerwonym. :)
Japonki swoich ukochanych zarzucają czekoladkami "HONMEICHOKO".

   A co tak naprawdę kryje się pod fasadą życzeń, upominków? 
Już Wam mówię -kryje się potrzeba miłości.  Praca, kariera zawodowa pochłania nas bez reszty. Często zapominamy okazać tej drugiej osobie odrobinę zainteresowania, czułości.
Miłości, poczucia bezpieczeństwa, bliskości drugiego człowieka potrzebuje każdy niezależnie od wieku, pochodzenia czy wiary.
Miłość to trudne uczucie, które wymaga nieustannej pielęgnacji. Wzmacniania w tej drugiej osobie wiary i poczucia bezpieczeństwa. To uświadamianie każdego dnia sobie i drugiej połówce, że jest dla siebie kimś ważnym, wyjątkowym, bez kogo nie wyobrażamy sobie dalszego życia.
 
   Żyjemy w ciągłym biegu, nie mamy czasu na miłość. Czasami jednak warto się zatrzymać, spojrzeć w oczy ukochanej osoby, uśmiechnąć się, przytulić i powiedzieć KOCHAM CIĘ. 
Uwierzcie lub nie, ale usłyszeć te dwa magiczne słowa w małżeństwie z ponad 7 letnim stażem  to poezja dla serca. :)
Ale drobny upominek w postaci plastikowego, czerwonego serduszka, pomaga dostrzec czasami coś więcej niż tylko przedmiot.
Pomysłów na prezent dla ukochanej/go jest wiele.
Począwszy od tradycyjnej kartki z wyznaniem miłosnym, czekoladek przygotowanych na tę specjalną okazję.
W tym przypadku niezawodną propozycją są praliny od Chocolissimo.
Tylko dzisiaj w nocy od godz.19 .00 do 2.00 Walentynkowa Noc Wyprzedaży w sklepie internetowym Chocolissimo.
Słodkie praliny, zestawy czekoladek o oryginalnych kształtach możecie nabyć z 20% rabatem.
Maskotki, figurki, koszulki, kubki z nadrukiem. Bilety na koncert zespołu, który oboje uwielbiacie.
bilety do kina na film, który macie ochotę wspólnie obejrzeć. Mogą to być również kwiaty. To najstarszy i najbardziej znany symbol wyrażający uczucie miłości. Nie musi być to duży bukiet, wystarczy pojedynczy kwiat np. róża koniecznie w kolorze czerwonym, która oznacza: KOCHAM CIĘ PONAD WSZYSTKO.
Może być to również zmysłowa bielizna, perfumy czy biżuteria. Wszystko zależy od możliwości finansowych, fantazji i preferencji osoby obdarowanej.
Romantyczna kolacja we dwoje w zaciszu własnego domu. To mój ulubiony sposób na celebrowanie "święta zakochanych".
Tylko my dwoje. Świece, pięknie nakryty stół, romantyczna muzyka w tle, ulubione wino i pyszne jedzenie. Najlepiej smakuje gdy przygotujemy je wspólnie.
Ten czas spędzony razem, warto poświęcić na wspomnienia z dawnych lat. Nasze pierwszych randki, które były tak dawno temu a jednak wciąż mamy w pamięci. 
Obejrzenie płyty z dnia w którym powiedzieliśmy sobie TAK. Takie chwile cementują związek i sprawiają, że osoba która nie jest idealna, czasami wkurzająca, irytująca jest dla nas najważniejsza, najukochańsza. Dla której jesteśmy wstanie znieść wiele. A upływający czas  jeszcze bardziej wzmacnia to uczucie.

A już w poniedziałek zapraszam Was na konkurs w którym będziecie mieli możliwość wygrania słodkiej niespodzianki od Chocolissimo. :)

P.S. Pytanie za 100 pkt. kto wybiera się do kina na "50 twarzy Greya" właśnie w Walentynki? :)


   Witajcie ponownie,  tym razem na dobre. Dawno mnie tutaj nie było, ciężko zacząć po tak długiej nieobecności. Jednak podejmę się tego wyzwania i liczę na Wasze dobre fluidy, które mi podeślecie. ;) 

   Mnóstwo myśli kłębiło się w mojej głowie, nawet rozważałam całkowite zniknięcie z blogosfery. Ale jakaś cząstka mnie na to nie pozwoliła. I bardzo dobrze, pod wpływem emocji można sporo zmienić, jednak te zmiany nie zawsze są dobre i pozytywne dla nas samych.
A blogosfera odgrywa w moim życiu bardzo dużą rolę. To nie tylko kopalnia wiedzy na temat pielęgnacji, kosmetyków a grupa ludzi z pasjami, ambicjami i z mega pozytywną energią, która motywuje i wspiera


   Na początek jednak kilka słów wyjaśnienia. Ostatni kwartał 2014 to był dla mnie czasem przełomowym. Wiele zmieniło się w moim życiu. Coś się pojawiło, coś odeszło. Jak to w życiu bywa, nic nie trwa wieczne i należy pogodzić się ze stratami i przyjąć to co przyniesie nam los. 
Jednak wierzę,  że chociaż w części to my sami kierujemy losami własnego życia i jesteśmy wstanie swoje kroki pokierować na właściwe tory.
Zdaję sobie również sprawę z tego, że nie warto zamykać się na nowości i bać się nowych wyzwań
W końcu do odważnych świat należy a porażki tylko wzmacniają chęć osiągnięcia wymarzonego celu, kształtując i umacniając nasz charakter.
   W każdym okresie życia może zdarzyć się coś niespodziewanego coś co przewróci Wasze życie do góry nogami. Nawet takiej "staruszce" jak ja może się to przytrafić. :)
A doświadczenia tylko wzmacniają mnie i uświadamiają, że  
życie jest kruche i warto korzystać z każdej nadarzającej się okazji. 
By będąc już sędziwą staruszką móc  z dumą powiedzieć:
"Przeżyłam życie tak jak chciałam ... tak jak dyktowało mi serce i dusza "szaleńca" - niczego nie żałuję a wspomnienia tylko utwierdzają w przekonaniu, że zrobiłam wszystko by być szczęśliwą" :D
Czego i Wam życzę. Nauczcie się korzystać z życia w taki sposób aby inni brali z Was przykład. :) 
Czasami spontaniczne decyzje sprawiają, że życie maluje się barwami tęczy a  uśmiech  samoistnie pojawia się na ustach. Jestem tego namacalnym przykładem. :)
   Przez te kilka miesięcy podjęłam też sporo ważnych dla mnie decyzji jeśli chodzi o sprawy zawodowe. 
Niektóre większe projekty są w trakcie realizacji inne pomysły powoli kiełkują w mojej głowie i gdy nadejdzie odpowiedni moment ogłoszę je "światu" :) 
W każdym bądź razie rok 2015 należy do mnie i wierzę, że osiągnę wiele a lista postanowień zostanie w pełni zrealizowana. :) 

Zmiany nastąpią także tutaj na blogu. Moja wirtualna przestrzeń przejdzie tuning, który sprawi, że stanie się bardziej przejrzysty, czytelny i wizualnie bardziej atrakcyjny. 
Ekspertka w tej dziedzinie już działa i lada dzień ujrzycie nową, odmienioną część mojego internetowego światka.

Mam nadzieję, że moi stali, wierni czytelnicy wciąż są zemną i ucieszą się z mojego powrotu. :) 
Obiecuję, że takie długie nieobecności już nie będą miały miejsca.

  Zakupy ... która z kobiet ich nie lubi? -dla  nas to idealny sposób na "ucieczkę" od złych, negatywnych emocji (gniew, smutek, bezradność). Które tak naprawdę zostają tylko "utajone" a po zakupowym szale i euforii, która temu towarzyszy, znowu nas dopadają ze zdwojoną siłą. Nie dość, że problem który istniał - istnieje nadal, to jeszcze dodatkowo doprowadziłyśmy do debetu na swoim koncie. :(

 

Sklepy zarówno te stacjonarne jak i internetowe, kuszą promocjami i posezonowymi wyprzedażami. I jak tutaj nie stracić głowy, gdy widzisz kurtkę ramoneskę o której marzyłaś przez kilka miesięcy, przecenioną o 40%? 

Idąc do przymierzalni zauważasz jeszcze kilka bluzeczek ( w wyobraźni już widzisz outfity z nimi w roli głównej), parę dżinsowych spodni, buty i dodatki idealnie komponujące się z całą resztą. 

Często bywa, że w planach nie miałyśmy dużych zakupów jednak, wracamy do domu z pełnymi torbami a część zostawiamy u przyjaciółki, żeby zbytnio nie drażnić swoich połówek :D :P

W moim przypadku zazwyczaj takie nieplanowane zakupy należą do udanych, jednak gdy wpadam w szał shoppingu, ciężko mi się opanować i tracę nad sobą kontrolę. Nie tak dawno pytałam Was na instagramie co sądzicie o mojej nowej, "skórzanej", pudrowo-różowej ramonesce? :)

Kupiłam ją bez zastanowienia się, skusiła mnie duża obniżka i fakt, że taka kurteczka od dawna już nie dawała mi spokoju zasnąć. :) 

Po odejściu od kasy, nagle satysfakcja z zakupu opadła niemal do zera. Założyłam ją na spokojnie, pooglądałam z każdej strony i doszłam do wniosku, że więcej jej już raczej nie założę. Oddam ją jeszcze tego samego dnia albo odłożę na dno szafy i o niej zapomnę. Róż nie jest moim ulubionym kolorem i ten fakt właśnie zaważył nad dalszym losem kurtki. Oddając ją, zastanawiałam się gdzie ja miałam oczy. :D

  Dzisiaj proponuję luźny temat... jakim jest planowanie swoich zakupów, umiejętne korzystanie z promocji, rabatów czy kuponów. 100% świadomy wybór równa się 100% satysfakcji z zakupów czyż nie? 

Jak kupować i nie zbankrutować? - Od jakiegoś czasu staram się rozważnie planować swoje zakupy, nie ulegać niepotrzebnym pokusom, które tak naprawdę czyhają na mnie na każdym kroku. :) 

Jakich zasad przestrzegam, czym się kieruję?

*Idąc do sklepu, wcześniej przygotowuję sobie listę i staram się jej trzymać. Dzięki temu nie zapominam o rzeczach, których rzeczywiście potrzebuję, które są dla mnie istotne, np. szampon do włosów, pasta do zębów. :) 

A poza tym nie tracę pieniędzy na coś czego tak naprawdę nie potrzebuję i tylko będzie zajmować niepotrzebnie miejsce w szafce.

Przygotowując taką listę, od razu grupuję sobie produkty według asortymentu, dzięki temu oszczędzam dodatkowo mój cenny czas, gdyż nie wracam się kilkakrotnie w to samo miejsce w sklepie. By łatwiej kontrolować wydatki realnie ocenić swoje możliwości finansowe , często płacąc gotówką. 

*Zakupy spożywcze robię z tygodniowym wyprzedzeniem. Zazwyczaj w piątek wieczorkiem z całą Rodzinką wybieramy się do pobliskiego marketu i w radosnej i miłej atmosferze "buszujemy" po alejkach. Oczywiście skupiając się na produktach widniejących na liście. Czasami tylko wpadnie coś nadprogramowego ;)

*Zwracam uwagę na produkty poza linią mojego wzroku. Te, które są na wysokości wzroku, to te droższe, markowe. Powyżej i poniżej znajdują się towary tańsze, mniej znanych marek, co nie oznacza, że gorszej jakości.

*Czytam składy i porównuję; często zdarza się, że produkty "no name" mają podobny skład, jak te  renomowanych, dobrze znanych marek.

*Na promocjach w drogeriach staram się kupować tylko produkty, które właśnie mi się kończą, lub które chciałam od dawna wypróbować, jednak dość wysoka cena, mnie skutecznie odstraszała.

*Sezonowe wyprzedaże w galeriach handlowych są moim utrapieniem.

Często ze sklepu wyjdę z nadprogramowym ciuchem, który później przez rok wisi w szafie z metką. :/ Staram się jednak walczyć z tą słabością i przyznam, że idzie mi coraz lepiej. 

Nie podążam na ślepo za modą, mam swój własny styl, w którym się najlepiej czuję. Staram się kupować ciuchy uniwersalne, które rzeczywiście założę. Na tego typu wyprzedażach, często kupuję spodnie, kurtki/płaszcze, buty i torebki.

*Porównuję ceny, przeglądam gazetki, korzystam z kuponów generowanych w internecie czy umieszczonych w gazetach. 

W miniony weekend odbyła się największa akcja rabatowa w Polsce. W dniach 11-12 października mieliśmy okazję skorzystać z kuponów rabatowych dostępnych m.in. w "Twoim Stylu". Któraś z Was skusiła się na jakieś mniejsze lub większe zakupki?

*Książki i płyty, kupuję online. Bardzo często zdarzają się rewelacyjne promocje.

* Często zakupy robię np. na Allegro czy Asos.com - niższe ceny i możliwość trafienia na poszukiwane ubraniowe "perełki", które nie są już dostępne stacjonarnie.

* Zawsze pamiętam by zabrać ze sobą paragon i trzymam go przynajmniej przez kilka dni. Muszę być w 100% przekonana, że zakupiona rzecz, spełnia moje wymagania, dobrze leży. Jeśli nie, to mam pewność, że mogę odnieść do sklepu i odzyskać pieniążki, przeznaczając je na coś innego lub wrzucić do mojej skarbonki. :) Dłużej trzymam paragony na torebki i buty. Czasem lubię sobie trafić na felerny towar. 

*Raczej nie robię zakupów tam gdzie nie ma możliwości zwrotu towaru.

*Korzystam z programów lojalnościowych, kuponów i ze stron z kodami zniżkowymi, promocjami. np z takich serwisów jak: ten.

*Stawiam na jakość a nie ilość. Wolę przez kilka miesięcy odkładać pieniążki i kupić coś ekskluzywnego, droższego, coś posłuży na kilka sezonów.

*Zaoszczędzone pieniądze odkładam na lokatę, by spełnić swoje marzenie ... którym jest wyjazd do Japonii. (jako emerytka z laseczką pod paszką, może wyruszę w podróż swoich marzeń :D).

  Zasady, zasadami ale zdarzają się, że mimo wszystko nieprzemyślane zakupowe wpadki...  Każdy z nas jest tylko człowiekiem i od czasu do czasu ulega słabościom prawda? :)

A Wy co sądzicie na temat wyprzedaży, promocji, rabatów? Ulegacie czy ostro i bezapelacyjnie trzymacie się swoich postanowień i wcześniej przygotowanej listy?

Jakie są wasze metody na oszczędzanie?

 Dzięki współpracy jaką podjęłam z Costasy, otrzymałam  szansę na bliższe poznanie kosmetyków mineralnych Lili Lolo. Przy okazji chciałabym pozdrowić panią Aleksandrę i podziękować za porady, pomoc w bardzo trudnym wyborze. Jestem bardzo ciekawa czy jako dotychczasowy minerałowy ignorant, sprostam aplikacji, dość wymagających produktów. Generalnie od kosmetyków oczekuję: łatwej,szybkiej i przyjemnej aplikacji.  Poza tym idealnie by było, gdyby kosmetyk nie wysuszał mojej skóry, nie tworzył efektu maski i rzeczywiście sprawiał by moja cera wyglądała świeżo, zdrowo i naturalnie.
 Dzisiaj pokrótce przedstawię Wam każdy z wybranych produktów a na szczegółowe recenzje, będziecie musiały chwilkę zaczekać.
 A tak prezentuje się piątka wybrańców :D Opakowania kosmetyków Lily Lolo są bardzo minimalistyczne w zdobieniu, proste, schludne i zarazem efektowne.
 Pierwszym produktem, który wybrałam po konsultacji z Panią Olą jest podkład mineralny dla cery jasnej z filtrem o faktorze SPF15. Produkt dość specyficzny, do którego potrzeba odrobinę cierpliwości. Metodą prób i błędów  muszę wypracować własny patent na aplikacje tego produktu, która jest dość czasochłonna. Przynajmniej w tej fazie użytkowania, ale wierzę, że z czasem nabiorę wprawy. Stosując się do porad i zaleceń producenta, mam szansę na to by aplikacja podkładu trwała nieco krócej.
 A tutaj już mamy Flawless Matte - matujący puder wykończeniowy. Naturalna i lekka formuła stanowi idealne wykończenie makijażu. Puder posiada również właściwości absorbujące sebum, w ten sposób zabezpiecza skórę twarzy przed nadmiernym świeceniem, zwłaszcza w strefie "T". Doskonale sprawdza się również jako mineralna baza pod cienie - sprawdzone i potwierdzone :D
 Z pomocą w ujarzmieniu moich brwi i podreperowaniu ich wizerunku, przychodzi zestaw do brwi (cień+wosk) w odcieniu dark. Moje brwi są bez wyrazu, są cienkie i bardzo, bardzo rzadkie. Podkreślam je mocno, odważnie, by jeszcze miały szansę zaistnieć pod oprawą okularów. Zestaw Lily Lolo, doskonale sprawdza się w duecie z podwójnym pędzelkiem do brwi Angled Brow Spoolie Brush. Końcówka ze szczoteczką, świetnie sprawdza się przy rozczesywaniu brwi i rozdzielaniu rzęs. Natomiast pędzelek o grubym i twardym włosiu pomaga w aplikacji cienia i wosku. Przyznam, że ten produkt już skradł moje serce, świetnie się aplikuje, modeluje i podkreśla brwi, wosk utrzymuje w ryzach brwi przez cały dzień.
 Super Kabuki - wykonany jest z najlepszego gatunku syntetycznego, ultra miękkiego włosia. To rzeczywiście prawda, jest  milusi i mięciutki idealny do miziania :). Perfekcyjnie sprawdza się podczas nakładania podkładu  mineralnego. Więcej o nim i o innych przyjaciołach od Lily Lolo już niebawem.
Dodatkowo otrzymałam mnóstwo próbek wśród których znalazłam: róże, bronzery, podkłady, rozświetlacze.
I jak się Wam podoba moja "cudowna piątka"? Jakiego produktu jesteście najbardziej ciekawe?